środa, 1 października 2014

Rozdział 3

Kiedy siedziałam przy stole około szóstej, niezaprzeczalne napięcie tkwiło gdzieś ciężko w powietrzu. Po całym dniu zajęć, moje podniecenie znacznie wrosło, kiedy uświadomiłam sobie, że adres niechlujnie wypisany na kartce papieru, schowany w moim portfelu, to adres do jednego z najdroższych barów w okolicy. To również jedno z najbardziej oddalonych miejsc od mojego mieszkania…

Czas jazdy zaczynał powoli gotować moje żyły z wściekłości.

Zayn siedział wygodnie na swoim miejscu od niechcenia odchylając się do tyłu, popalając papierosa. Minęłam sztywnie wyglądającego kierownika Sali, który z niesmakiem zeskanował moje ubranie. Skierował mnie w stronę stolika najbardziej oddalonego od pozostałych. Zayn nie patrzył na mnie, nadal palił spokojnie z obojętnym wzrokiem. Odchrząknęłam, krzyżując ramiona, zmarszczyłam brwi, gdy wreszcie na mnie spojrzał. Jego oczy skanowały  moją postać.

- Spóźniłaś się - wycedził z mocnym akcentem. Wziął powolny oddech z papierosem w ustach i wypuścił delikatnie powietrze przepełnione dymem- prosto w moją twarz. Wachlując dłonią w powietrzu zakaszlałam, aby uwolnić moje płuca od palącego dymu.

- A ty dmuchasz mi dymem w twarz - kaszlnęłam raz jeszcze i wytarłam oczy, które lekko załzawiły od pyłu nikotyny. 

Końcówka papierosa stała się złocista jak jego oczy, które przesuwały się po mojej twarzy z wyrazem obojętności. Jego usta ponownie się rozchyliły  a drugi strumień dymu opuścił jego usta lecąc prosto we mnie, powodując serię suchego kaszlu, uciekającego z moich ratujących się przed dymem nikotynowym płuc.

- Czy masz, godne wytłumaczenie twojego spóźnienia?

- Mam - kaszlę, rzucając mu szybkie spojrzenie spod mgły blaknącego dymu. - Jeśli przestaniesz znęcać się nade mną tym papierosem, mogę ci powiedzieć - napotkałam jego niezainteresowane i absolutnie irytujące spojrzenie, choć nie odpowiedział poczułam ulgę, kiedy pochylił się, aby zgasić papierosa, przyciskając go do popielniczki swoimi długimi palcami.

- Dziękuję - rzuciłam i chwyciłam szklankę wody stojącą przede mną. Wzięłam łyk, rozkoszując się uczuciem zimnej, odświeżającej  wody, płynącej w dół mojego przełyku, po czym odstawiłam ją na stolik.- Jestem spóźniona, ponieważ zbyt długo czasu zeszło mi z dojściem tutaj.

- Dojściem? - powtórzył po mnie, unosząc ciemne brwi. - Przyszłaś tutaj??

- Tak - spojrzałam. - To było dobre dwanaście kilometrów.


Zayn prychnął kręcąc głową - Jesteś idiotką, jeśli szłaś piechotą. Mogłaś wziąć taksówkę.


- Nie mam pieniędzy na taksówkę - rzuciłam. - I żałuję, bo gdybym miała, nie musiałabym tu teraz siedzieć.


- Nah.. - uśmiechnął się, róg jego ust poruszył się nieznacznie. Jego doskonałe, białe zęby, oświetlały moją twarz. Przyłapałam samą siebie na gapieniu się na jego usta, dłużej niż powinnam. - Jedzmy. Potem porozmawiamy biznesowo.


Zaśmiałam się krótko i sucho, kiedy spojrzałam w dół na podane mi menu. - Przepraszam bardzo, ale nie będę niczego jadła. Nie sądzę, że mogę sobie pozwolić tu na kawę, nie mówiąc już o posiłku.


- Pomyślałem o tym. - mruknął z wciąż widocznym uśmieszkiem na ustach. - Dlatego pozwoliłem sobie zapłacić za ciebie.


Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Moje oczy rozszerzyły się nieznacznie szukając jakichkolwiek oznak sarkazmu czy złośliwości, ale nic takiego nie znalazły.


- Ty… Ty co?

- Cóżby ze mnie był za gentleman, kiedy nie zapłaciłbym za swojego gościa? - uśmiechnął się, a ja po raz pierwszy odkąd go spotkałam poczułam w mojej piersi coś innego niż niesmak, zmieszanie lub rozdrażnienie. Spojrzał za siebie a jego oczy rozświetliły się. Uniósł lekko głowę i skinął w kierunku kelnera. – Doskonałe wyczucie czasu. Nasze zamówienie.


Spojrzałam przez ramię i ujrzałam zbliżającego się do nas mężczyznę z dwoma srebrnymi tacami, spoczywającymi na jego ręku. Z zimnym spojrzeniem i stoickim spokojem zmierzał w naszym kierunku. Podszedł do stołu, postawił przed Zaynem Brisky i jedną z tac. Podniósł kopułę przykrywającą posiłek, odsłaniając talerz z parującym makaronem w jakimś sosie i gdzieniegdzie porozrzucanymi w zamierzonym nieładzie świeżymi warzywami. Obok jego talerza położył jeszcze grube plastry gorącego chleba czosnkowego.


Wszystko wyglądało niesamowicie smakowicie. Duże szklane naczynie wypełnione czymś co wydawało się być sodą zostało podane Zaynowi, a ja z podnieceniem patrzyłam na kelnera z ciekawością obserwując to co zamierza podać mnie. Taca z jedzeniem znajdowała się już przede mną. Ledwo co mogłam powstrzymać moje roztargnienie, ponieważ byłam tak cholernie głodna, po całym dniu i tych dwunastu kilometrach i do tego znajdowałam się w jednej z najdroższych restauracji w jakiej kiedykolwiek dane było mi zjeść i..


Co do cholery?


Zayn jadł swój makaron, ciche dźwięki uznania non stop opuszczały jego usta, więc nawet nie spojrzał w moją stronę aby zobaczyć wyraz niedowierzania malujący się na mojej twarzy. Patrzyłam na to co kelner postawił postawił przede mną i potrząsnęłam głową. Mrugnęłam kilkakrotnie łudząc się, że jeśli może zamknę oczy danie zmieni się, ale to na nic.


- Zayn - odchrząknęłam nie patrząc na danie przede mną. Spojrzał w górę, żyjąc kolejny kęs makaronu. Wskazałam palcem jedzenie przede mną. - Czy to jest.. to puchar owoców?


- Yhmm.. - wymamrotał z ustami pełnymi jedzenia, biorąc kęs pieczywa czosnkowego, delektując się głośno.


- Zamówiłeś mi owoce na obiad? - Pozwoliłam moim oczom spocząć na malutkiej, ceramicznej miseczce.


- Nie zapominaj o wodzie z cytryną. - dodał z uśmiechem biorąc szybki, długi łyk z szklanki własnego napoju.


Spojrzałam przez wysoką szklankę wody i ujrzałam zaledwie jeden plasterek cytryny, żałośnie podpływający w górę wody, barwiąc ją w blady żółty kolor - mniej więcej odcień moczu. Czułam złość budującą się we mnie na nowo, zostałam obrażona. Nie potrafiłam zdjąć szyderczego uśmiechu z własnych ust.


- Żartujesz? - zapytałam nawet nie patrząc na jedzenie zamówione dla mnie. – To nie posiliłoby mojego pięcioletniego kuzyna!


- To zamów coś innego - wzruszył ramionami, wkładając kolejny bogato wyglądający kęs makaronu do ust. Czułam jak mój żołądek skręca się z bólu na widok parującego posiłku polanego pysznym sosem.


- Nie słyszałeś tego, co powiedziałam dwie minuty temu? Nie stać mnie tutaj na nic!


Spojrzał na mnie ponownie, unosząc swoje brwi w kierunku czarnych włosów. 
- Czy to jest mój problem?

- Wow.. - odetchnęłam z uśmiechem. - Jesteś… jesteś dupkiem.


Odchylił się do tyłu, wzdychając radośnie, kiedy przełknął jedzenie. Spojrzał na mnie z spod kaptura gęstych rzęs.


- Masz szczęście, że w ogóle coś ci zamówiłem.


- Niepotrzebnie się wysilałeś - rzuciłam popychając talerz jak najdalej od siebie. Byłam tak cholernie głodna, ale nie zamierzałam się poddać i jeść owoców, bo wiedziałam, że to tylko wywoła ten mały arogancki uśmieszek szarpiący jego usta, odbijający się echem w jego oczach. Nie chciałam ustąpić. Skrzyżowałam ramiona uparcie naśladując jego ruchy, odchylałam się do tyłu na swoim krześle.


- Jak chcesz.. - zadrwił, spychając niewidzialny pyłek kurzu z jego kurtki. - Bądź głodna, nie obchodzi mnie to.


- Czy możemy zacząć negocjować, teraz? - spojrzałam w dół na swój telefon z niepokojem. – Robi się późno, mam wiele rzeczy do zrobienia na jutro.


- Oh, tak jasne, że masz - posłał mi niewielki uśmiech. Zatrzymał się by sięgnąć do kurtki. Wyciągnął kartkę starannie trzymając ją między palcami, umieścił ją na stole i przesunął ku mnie. Spojrzałam na niego, unosząc brew w zaciekawieniu.


- Co to jest?


- Otwórz.


Westchnęłam, sięgając po papier i rozłożyłam go powoli. Moje oczy rozszerzyły się niczym pięciozłotówki, kiedy skanowały wypisany druk. Spojrzałam na Zayna znad kartki. - Czy to jest… jakiś kontrakt?


- To prawda - skinął głową.- Zapomnę o sprawie, jeśli pójdziesz na to, co obowiązuje cię przez następny miesiąc -


- Miesiąc?! - moje oczy nie mogły otworzyć się szerzej w tym momencie. - Co masz na myśli mówiąc miesiąc?


- Cóż, dwadzieścia pięć dni - wzruszył od niechcenia. - Poradziłem sobie już ze szkodami w moim salonie samochodowym. Naprawa kosztowała mnie ponad trzy tysiące.


- Jesteś na prochach…- wymamrotałam ledwo. - Jesteś na prochach, ponieważ to nie mogło kosztować więcej niż pół stówy, to nie, nie, nie może być…


- Zamknij się i słuchaj - syknął.- Szkody są tak jak powiedziałem, warte trzech tysięcy. Lakier jest specjalnie importowany z Włoch i musiałem go wcześniej zamówić. Samo uszkodzenie delikatnej ramki -

- Chyba zaraz zwrócę…
- ... i czas aby odpracować koszty to dwadzieścia pięć dni - przechylił głowę, patrząc na mnie z delikatnie rosnącym uśmiechem.- Jakiś miesiąc.

- To jakieś szaleństwo, to nie może być prawda - wymamrotałam, pocierając skronie dłońmi aby się jakoś uspokoić. – Nie, nie, nie…


- Tak, tak, tak - naśladował mnie z uśmiechem. – Jeśli nie jesteś skłonna zgodzić się na moje wymagania, zawsze możesz po prostu dostarczyć mi gotówkę. Trzy tysiące…


- Nie stać mnie na pieprzoną kawę! - syknęłam, jeśli moje oczy potrafiły by ziać ogniem, dawno by to zrobiły, z gniewu… - Myślisz, że tak po prostu mogę przekazać ci tyle kasy? Czy ty jesteś, kurwa psychiczny?


- Nie powinnaś niszczyć mojego samochodu  - odpowiedział bez ogródek, wzruszając ramionami. Jego oczy spoczęły na kartce papieru leżącej przede mną. - Są konsekwencje za twoje działania. Ta umowa jest twoja.


- Na co dokładnie mam się zgodzić?


Uśmiechnął się lekko. - To proste, naprawdę. Popracujesz dla mnie przez miesiąc i będziemy kwita.


- O jaką pracę ci chodzi?


- Dość podstawowe rzeczy - podniósł kieliszek i wziął kolejny łyk drinka.- Gotowanie, sprzątanie, pranie, zakupy spożywcze. – Zacisnął usta w kontemplacji, jego oczy powędrowały w górę. - Mycie mojego samochodu.


- Gotowanie? Oh… przygotuj się na wielkie, wielkie rozczarowanie, jeśli oczekujesz, że będę dla ciebie gotować.


- To część umowy - warknął, a jego oczy błyszczały z gniewu. - W związku z tym będziesz dla mnie gotować.


- Dobra! - splunęłam. - Mam nadzieję, że lubisz płatki owsiane i jajecznice, bo to jedyne co potrafię ugotować.


- Zobaczymy - skrzywił się pokazując na papier w moich rękach. - Po prostu podpisz się na dole.


- Dlaczego muszę się podpisać?


- To jest umowa - powiedział, przewracając oczami.- Twój podpis jest jej potwierdzeniem.


- Oh.. – mruknęłam pod nosem, spoglądając na niego.- Rozumiem teraz. To jest forma niewolnictwa, prawda? - uśmiechnęłam się do niego.- Zdajesz sobie sprawę, że niewolnictwo jest nielegalne w Stanach Zjednoczonych?


- Naprawdę chcesz rozmawiać, co jest legalne, a co nie? - uśmiechnął się pochylając się do przodu na łokciach. Jego oczy złośliwie się we mnie wpatrywały, a język co chwila zwilżał dolną wargę dekoncentrując moje myśli. - Czy ‘uderz i uciekaj’ jest legalne? Myślę, że mój adwokat będzie bardzo zadowolony dostając kolejną sprawę, nie sądzisz?


- Dobra! Już dobra… masz długopis?


W milczeniu podał mi długopis, uśmiech wciąż igrał w kącikach jego ust, aż wyrwałam mu pisak z jego palców. Niechlujnie podpisałam się w wyznaczonym miejscu i przesunęłam dokument w jego stronę, pozwalając aby długie westchnienie opuściło moje usta. – Proszę, masz.


Uśmiechnął się biorąc kartkę, zwinął ją ponownie i wślizgnął do kieszeni. Wyjął czarny, elegancki telefon i wystukał coś palcami. - Potrzebuję twojego numeru do…


- Nie - potrząsnęłam głową. - Tej granicy nie przekroczę. Nie zamierzam dawać ci mojego numeru.


- W porządku – skrzywił się nieznacznie. – Założyłem po prostu, że będą nam potrzebne nasze numery, kiedy niespodziewanie znajdziesz się na komisariacie, nieudolnie próbując się wykaraskać z problemów.


- Boże! - przetarłam oczy z frustracji. Nie chciałam wierzyć, w jakiej sytuacji się właśnie znalazłam. Mam przecież szkołę, plany, życie towarzyskie! – Dobra! Ja.. ja, dam ci ten numer.


Podyktowałam mu numer, po czym szybko wpisał go w swój telefon. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Zapłacił kelnerowi za drogi deser owocowy, którym łaskawie mnie obdarzył, wstał z miejsca i ruszył do wyjścia.


- Czekaj! - zatrzymałam go, patrząc na niego z wahaniem. Wyglądał na wiele wyższego, niż sobie zapamiętałam. Zagryzłam lekko dolną wargę. - Jak… jak się tu dostałeś?


Prychnął przewracając oczami.- Jak myślisz? Przyjechałem.


- Czy…- oblizałam starannie usta. - Czy mógłbyś mnie odwieźć?


Przechylił głowę, uśmiechając się w zamyśleniu.- Nie sądzę, że to jest częścią umowy.

I po prostu się odwrócił.

O mój Boże.


- Żartujesz? - krzyknęłam do jego pleców, które już prawie wychodziły na zewnątrz. Następnie zniknął, zostawiając mnie samą przy stoliku wpatrującą się w tę pieprzoną filiżankę mrożonych owoców. Już miałam pozwolić aby krzyk desperacji opuścił moje gardło, kiedy powstrzymałam się w ostatniej chwili, biorąc głęboki wdech.


Gapiąc się w białe ceramiczne naczynie, uświadomiłam sobie, że byłam zmuszona do niewolnictwa przez tego palanta. Drżącymi palcami wzięłam do ust kawałek melona. Potrzebowałam energii. Przeżuwałam szybko, czując jak wściekłość przepływa w moich żyłach. Potrzebowałam energii na szesnastokilometrowy spacer. Jadłam jeszcze przez chwile, ale słodkie owoce z trudnością przechadzały się przez moje gardło. Oddychając powoli, pozwoliłam moim powiekom opaść.

Dwadzieścia pięć dni.

Boże, pomocy.


***

Cześć, hej i czołem! :)
Jak wrażenia po rozdziale trzecim? :)
Mam do Was pytanie.
Jaką formę tekstu wolicie?
To znaczy, pierwszy rozdział pisany był niemalże ciągiem, ale w oryginale są te przerwy, więc powiedzcie jak Wam się lepiej czyta, to ja się dostosuję.
Mi osobiście wydaję się, że tak jest lepiej, ale jednak bardziej zależy mi na Waszej opinii. :)
Jeśli chodzi o kolejny rozdział (ponieważ widzę, że takie pytania mają już miejsce), to wydaje mi się, że może następny weekend, ale tak na prawdę nie wiem.

Przypominamy o zakładce informowanychkomentarzach i hashtagu na tt #25DWMApl.

Marta / @mrsarrrogant

16 komentarzy:

  1. Kocham <3 (mi lepiej czyta się z 'przerwami')

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przerwami lepiej :)
    Świetny rozdział.
    Już nie mogę doczekać się kolejnego.

    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm...
    Robi się coraz ciekawiej :)
    Czekam na następną część i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No to zaczyna się dżampreza :D
    Życzę jej powodzenia :D
    Czekam na 4 :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. może być jak teraz. Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze spóźniona, ale ważne, że jestem i komentuję :)
    No więc tak, muszę przyznać, że jestem zachwycona tłumaczeniem i podziwiam, że podejmujecie się takiego zadania; ja bym się do tego nie nadawała ;3
    Co do przerw jestem stanowczo na tak! Bardzo dobrze się czyta, gdy są odstępy :)
    A co do rozdziału to oczywiście świetny! Naprawdę coraz bardziej się w to ff wkręcam :)
    Malik no po prostu uwielbiam jego postać, no! ;D
    Jak on dba o wyżywienie Rose xd
    Coś myślę, że te 25 dni potrwa o wiele więcej i ich relacje przejdą kompletnie na inny tor, a ta umowa miała w sobie jakiś haczyk :D
    Czekam na next i dziękuję za tłumaczenie!
    Kocham, @youmakememad96 .xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Według mnie lepiej się czyta z przerwami, bo jest takie przezroczyste i wgl x3
    Boski rozdział :D
    A najlepsze jest to, że zero błędów :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Chcę jeszcze... Uzależniłaś mnie od tego bloga :-)
    Podoba mi się w nim absolutne wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  9. woeowo, zakochałam się!
    Zayn to wielki, zajebiście przystojny dupek i ja to kupuję :))
    ~halfatwin

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakochalam się po 3 rozdziałach coś czuję że to będzie jedno z moich ulubionych ff. Osobiście wole czytać tak jak teraz jest bardziej przejrzyscie :-) tłumaczenie świetne wszystko zrozumiale. Zayn jestem seksowny bogaty i mogę wszystko Malik o tak uwielbiam niecierpliwie czekam na kolejny rozdział :d pzdr Kinga

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku ile się dzieję ;o Umowa? Serio? O ja cię no nieźle! 25 niewolnictwa z Malikiem, który jest masakrycznie chamski..jejku genialna fabuła <3 Coś cholernie oryginalnego *_* Ja także preferuje przerwy, zdecydowanie lepiej się wtedy czyta :) Już nie mogę doczekać się 4 ;* Wspaniałe tłumaczenie <3
    Pozdrawiam i życzę weny!

    http://effective-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne tlumaczenie blog super się czyta wszystko przejrzyste i szczerze cholernie nie mogę sie doczekać nowego rozdziału :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział genialny :D Zayn troszke chamsko się zachował, gdy ją tak potraktował ;/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zayn to taki palant, nie moge uwierzyc
    Ciesze sie ze trafilam na to opowiadanie, bo tlumaczycie je genialnie!!
    pozdr <33

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałaś nie zaszkodzi ci skomentować.
Każdy, nawet najmniejszy komentarz to wielki buziak od nas! :))